W zachodnich ogłoszeniach o sprzedaży szczeniąt natykamy się często na określenie teacups, oznaczające pieska mieszczącego się w filiżance do herbaty. Taka ogromna miniaturyzacja pociąga za sobą poważne skutki zdrowotne. Otrzymujemy cherlawe stworzonka o krzywych grzbietach, z niezarośniętymi ciemiączkami, chorymi oczami, rzepkami kolanowymi wypadającymi już niemal od urodzenia, z obniżoną odpornością.

Marzymy o psiaku z charakterem, a przy tym nie wyobrażamy sobie spędzania wielu godzin na czesaniu i papilotowaniu długiej sierści. Możemy wybierać wśród piesków krótkowłosych takich jak pinczer miniaturowy, chiński grzywacz albo krótkowłosa chihuahua lub psów z długa sierścią, ale niewymagających zbyt żmudnych zabiegów pielęgnacyjnych papillon, długowłosa chihuahua, pomeranian, japoński chin.

Pamiętajmy, że każdy pies również miniaturowy powinien w możliwie największym stopniu odpowiadać wzorcowi rasy. Nie szukajmy rekordów, lecz dobrej hodowli, w której dba się
o prawidłowy rozwój fizyczny i mentalny szczeniąt, z której wychodzą psy o proporcjonalnej budowie i pełne radości życia.

Niezależnie od tego, jakiego psa wybraliśmy, musimy się nauczyć odpowiedniego obchodzenia z miniaturami, kontrolowania naszych odruchów i emocji. Bo choć właściciele małych psów bardzo je kochają, to jednak często traktują zbyt brutalnie. Wystarczy popatrzeć na ciągnięte na smyczy yorki czy szarpane na stolikach fryzjerskich miniaturowe pudelki.

Siła, którą wkładamy w próby wymuszenia czegoś na naszych malutkich czworonogach, jest absolutnie niewspółmierna do ich wzrostu. Nic zatem dziwnego, że najczęściej osiągamy dość przykry efekt psiaczek odskakuje od wyciągającej się ku niemu ręki lub pada plackiem ze strachu przed schylającym się nad nim gościem, który odwiedził nasz dom. Dlatego zamiast sięgać znienacka po małe pieski, raczej zachęcajmy je do podbiegnięcia do nas. O zamiarze wzięcia ich na ręce informujmy zwierzaka zawsze tym samym hasłem, np. hops czy góra. Nikt nie lubi przecież gwałtownie tracić kontaktu z podłożem.