Nie bylo osoby w tej kolejce, ktora nie krzyczalaby w duchu .Nie nawidze, oj jak ja nie nawidze tego czlowieka. Tymczasem zaden najbardziej skrywany okrzyk, lub trwoga malujaca sie na styranym czole nie zmienila sytuacji. Co chwila ogonek mijal ten maly dostawca meble Warszawa.
Czlowiek niewielkiej postury z doSc krotka szyja i nieproporcjonalnym do reszty ciala brzuchem przemykal z kilkoma rownie widowiskowo wygladajacymi towarzyszami niosacymi coraz to nowe blyszczace meble. Jak sie poźniej okazalo dostawca mial nietypowe imie- Goldap.
Warszawa w tym czasie byla posepnym miejscem. I nie chodzilo tylko o ulice mokre od deszczu i paskudnie pachnaca jesień. Do tego miasta nikt i nic nie chcialo przyjezdzac. Nie tylko Poznaniacy nie chcieli przyjezdzac, ale Slazacy, Kujawiacy, Gorale, lemkowie i Kurpiowie tez. Goldap!- ktoS krzyknal mi nad uchem i w tym momencie przerwal rozmyslania.
Okazalo sie, ze to jeden z towarzyszy dostawcy wydziera gebe. Moim oczom ukazala sie przekomiczna scenka.
No user commented in " Meble & "
Follow-up comment rss or Leave a Trackback