W sąsiedztwie mojego mieszkania znajduje się billboard. Widnieje na nim młody mężczyzna cały zbroczony krwią, która zalewa mu twarz i oczy. Nad nim widnieje napis “Misteria paschalia”, plakat reklamuje Krakowski Destiwal Muzyki Dawnej, związanej z Wielkim Tygodniem. Festiwal wybitny i międzynarodowy. Na ten własnie temat przeczytałam wyjątkowo interesujący artykuł w serwisie gazeta.pl, w którym autorka już samym tytułem wyjaśnia o co chodzi - artykuł ma tytuł „Reklama pasożytuje na sztuce”. Autorka artykułu opisuje z dużą dokładnością poszczególne elementy plakatu reklamowego, objaśnia jakie zamierzenie było w ich umieszczaniu. Podkreśla, że plakat miał w zamierzeniu być wybitny i operujący językiem uniwersalnego przekazu. Miał też być awangardowy (dużo krwi), a jednocześnie tradycyjny. W tle, za plecami człowieka zbroczonego krwią (mimo zachlapania wciąż widać jego atrakcyjne popiersie) rozpościera się współczesna Jerozolima, czyli jakieś wielkie miasto oraz chmury i delikatny poblask zachodu, najwyraźniej przed chwilą rozdarła się zasłona nieba. Autorka artykulu podkreśliła także zależność miedzy współczesna sztuką a reklamą. Według autorki reklama wykorzystuje sztukę, czyli kradnie, powiela i sprzedaje tzw. artystyczną prowokację. Niemniej jednak także sztuka ostatnimi czasy pragnie działać jak reklama - jej środkami, bez znieczulenia. Według autorki twórcy billboardu dali się nabrać. Myśleli, że reklama będzie wówczas znakomita, jak zadziała mocnym skojarzeniem. A jeżeli ktoś na zdjęciu, zamiast się uśmiechać, głęboko się zamyśli, to będzie od razu sztuka. Tym samym poddaje reklamę i cały pomysł dość ostrej krytyce.